Strona główna
Strona główna

24 maja br. wysłałem do Marszałek Sejmu listem poleconym rezygnację z członkostwa w Klubie Parlamentarnym Solidarnej Polski. Dzień wcześniej zrezygnowałem z funkcji przewodniczącego rady programowej SP.

Wybór terminu był nieprzypadkowy. Nie chciałem zaszkodzić koleżankom i kolegom z SP, którzy prowadzili kampanię wyborczą i walczyli o jak najlepszy wynik. Zarazem nie chciałem narazić się na zarzut, że ewentualny słaby wynik był przesłanką mojej decyzji. Na dwa tygodnie przed wyborami poinformowałem prezesa SP, że w sposób dyskretny zrezygnuję z członkostwa w klubie ( nie jestem członkiem partii) i to niezależnie od wyniku SP w wyborach do europarlamentu.

Przyczyny mojej decyzji są następujące. Od ponad roku narastały różnice polityczne między kierownictwem SP a mną. Przedstawiałem swoje koncepcje polityczne, były one dyskutowane i stale odrzucane. Dlatego przesuwałem się do tylnego szeregu i ograniczałem swoja aktywność w środkach masowego przekazu. Nie chciałem polemizować z kolegami, ale nie chciałem też firmować tego, z czym głęboko się nie zgadzam. Rozstrzygająca okazała się różnica polityczna dotycząca kryzysu ukraińskiego i jego konsekwencji dla prowadzenia polityki partii w sprawach krajowych. W kwietniu br. kierownictwo SP odrzuciło moją propozycję linii politycznej w tej sprawie ( z grubsza zarysowałem ją w wystąpieniu sejmowym w dniu 5 marca). Deklaracje prezesa Ziobry z ostatnich dni o chęci stworzenia wspólnie z PiS wspólnej listy wyborczej nie tyle wpłynęły na moją decyzję, którą podjąłem wcześniej, ile mocno potwierdziły słuszność dokonanego wyboru. W moim przekonaniu nie istnieją obecnie żadne przesłanki, by wiązać z PiS nadzieje na poważne zmiany na lepsze w Polsce.

Jeśli zaś chodzi o wpływ kryzysu ukraińskiego na istotną zmianę polityczną w Polsce, to odsyłam do mojego eseju „Otorbiony tygrys, przyczajony smok”, który za parę dni zostanie opublikowany na portalu teologiapolityczna.pl.

Koleżankom i kolegom z SP dziękuję za ponad dwuletnią współpracę i życzę im, by znaleźli w polskiej polityce swoją drogę i swoje miejsce. Nie będzie to moja droga i moje miejsce. Do końca bieżącej kadencji Sejmu pozostanę posłem niezrzeszonym.

 

 

 
PDF Drukuj Email

Witam serdecznie,

 

Zapraszam na moją stronę internetową, która w zamyśle ma być połączeniem biura poselskiego, trybuny sejmowej, internetowego dziennika i knajpki, gdzie wieczorem można pogadać ze znajomymi i nieznajomymi przy piwie. A  jeśli ktoś nie lubi piwa, niech pije co chce; ważne, by pragnienie nie miało szans.


Co tu jest? 

 

No, jest trochę sztampy i rutyny, czyli to, co na stronie internetowej polityka i posła być musi i powinno: wystąpienia, interpelacje, publikacje, wywiady. I  jest też trochę pomysłów, mam nadzieję, niekonwencjonalnych: próbki mojej twórczości literackiej dla dzieci i nie dla dzieci, rekomendacje lektur i stron internetowych.  Chciałbym, by była to strona interaktywna, by współpracowali Państwo w jej tworzeniu; jest ona otwarta, ale nie dla wszystkich. Trollom, internetowym psychopatom, wątrobiarzom, śledziennikom i frustratom mówimy nasze twarde internauckie NIE oraz WON (bardziej współcześnie: spieprzaj dziadu).
A do wszystkich poza w/w kieruje zaproszenie: Gościu wejdź na mą stronę a poklikaj sobie…

Ludwik Dorn

 

Ludwik Dorn © 2009, Wszelkie prawa zastrzeżone